Przy dźwiękach etiudy

            Jane siedziała nago w wypłowiałym zielonym fotelu, paliła cienkiego mentola i spoglądała przez otwarte na oścież okno. Była to jedna z tych letnich nocy po upalnym dniu, gdy wiercisz się z boku na bok i nie możesz zasnąć, bo jest ci za gorąco. Światło księżyca w pełni rzucało srebrzystą łunę na jej dwudziestotrzyletnie, piękne i jędrne ciało, które domagało się boskiej czci godnej Wenus, ale i sponiewierania, gwałtu, ostrego rżnięcia, tego w którym ciągniesz ją za włosy, wpychasz palce do gardła, przyduszasz i zaciskasz dłonie na jej pośladkach.  

            Jane zaciągnęła się spokojnie, z klasą. Była damą nocy, dobrze czuła się w jej ciemnych szatach, uwielbiała obserwować księżyc. Lecz teraz nie spoglądała w górę na bezchmurne atramentowe niebo, ale na wprost, kontemplując, jak w kamienicy naprzeciwko pewien wysoki pianista rżnie Chopina na pianinie. Patrzyła na niego jednocześnie z szewską pasją i podnieceniem. Była trzecia w nocy, a ten przecinkowaty szczupak nakurwiał wszystkim dobrze znaną „Etiudę Rewolucyjną”. Walił w klawisze tak, że cała dzielnica wibrowała i musiała uczestniczyć w jego koncercie. 

            Jeden z sąsiadów mieszkających nad apartamentem pianisty nie wytrzymał i wychylił się przez okno.

         – EJ! KURWA! – ryknął sąsiad. – PRZESTAŃ NAPIERDALAĆ! JEST TRZECIA W NOCY! KURWO­-ARTYSTO JEBANY, LUDZIE IDĄ RANO DO PRACY!

Wąs rósł mu pod czerwonym od picia kinolem, włochaty dywan wystawał mu spod siatkowej koszulki na ramiączkach, a na zarośniętym nadgarstku błyszczała srebrna kieta. Jego rysy twarzy tworzyły symetryczne linie geometrycznego wkurwienia, tego, który jak pieczątka na urzędowym dokumencie znaczy twój nastrój.

            Pianista jednak go nie słyszał. Zbyt mocno pochłonięty był swoim graniem, zanurzony w strunach i w czerni połączonej z bielą. Jego pająkowate palce biegały z prędkością światła po klawiszach. Sąsiad zdzierał gardło i wygrażał pięścią, a jego krzyki przy akompaniamencie muzyki Chopina tworzyły jedną z najbardziej wyrazistych kwintesencji słowa Polska. Nie ma to jak soczysta „kurwa” sprowokowana największym polskim kompozytorem, wypowiedziana w nerwach przy dźwiękach jego muzyki.

            – KURWA! – toczył pianę z zapitego pyska sąsiad. – ZAKURWIĘ! ZATŁUKĘ NA ŚMIERĆ!

            Jane uśmiechnęła się lekko i dotknęła palcem swojej cipki. Dźwięki nocy strasznie ją nakręcały. Jednak po chwili zamiast rozkoszy pojawiło się rozdrażnienie.

            – Skończysz wreszcie pierdolić?! – warknęła Jane i spojrzała na mnie wkurwiona. Miała do tego prawo. Za dużo wypiłem i mi nie stanął. Dodatkowo komentowałem na głos całą sytuację, co ją zawsze doprowadzało do szału. – ZAMKNIJ SIĘ WRESZCIE!

            – Kochanie, piszę opowiadanie. – Odpowiedziałem z uśmiechem i podrapałem się po brzuchu.

            – Gówno piszesz. Nie masz kartki. Nie masz nawet długopisu. NIC NIE MASZ! STARASZ SIĘ MNIE TYLKO WKURWIĆ!

            – Piszę w myślach.

            – Agrh…

       Jane przewróciła oczami w akcie desperacji i braku sił, po czym wstała z fotela i wyszła do łazienki. Miała seksowny tyłek. Usłyszałem tylko trzaśnięcie drzwiami, przekręcany zamek i lejącą się wodę z prysznica. Podniosłem się z łóżka, wziąłem butelkę whisky, szklankę, paczkę fajek i usiadłem gołą dupą na fotelu. Sąsiad wciąż wrzeszczał, pianista grał, a ja zapaliłem, nalałem sobie whisky i wreszcie się zamknąłem.