O PORANKU I


O poranku granatowym,

gdy ulice rozświetlane

są jedynie za pomocą

pomarańczowych lamp,

białych reflektorów samochodowych

i trójkolorowej sygnalizacji,

atramentowe postacie podążają

w milczeniu przed siebie.

 

Zmarznięte dłonie trzymają w kieszeniach,

oczy mają wciąż przymknięte i niewyspane,

a oddech paruje wczorajszym dniem.

Co niektórzy odpalają fajki,

wciągają ostatni wdech wolności

przed jedenastoma godzinami pracy.

 

Fabryka wzywa. Nie toleruje spóźnień.

Pracownicy mają jeszcze pięć minut.

Podzieleni na kilka mniejszych grupek

nie rozmawiają – wciąż śpią snem

przerwanym o piątej nad ranem

i myślą o końcówce dnia,

gdy zegar wybije piątą,

tym razem w południe.


Londyn, 11.01.19