Każdy zakurzony kąt tej speluny przesiąknięty jest
dymem markowych, litrem pochłoniętej ognistej, 
tanią wodą kolońską oraz historią
zbudowaną z pojedynczych opowiadań.


***
Opowiadania
         Siedziałem w barze przy czterdziestej czwartej alei i czekałem na nią. Spóźniała się. W szklance zajaśniało dno, więc...
     Dwie białe myszki chlały czysty spirytus, siedząc w szklanym terrarium wysłanym ściółką...
          Stałem już dobre 15 minut w kolejce po pieczonego kurczaka, gdy nagle poczułem nieodpartą chęć popełnienia mordu...
            Przez drzwi Oddziału Położniczego w Szpitalu Świętego Augustyna wszedł wysoki, szpakowaty mężczyzna ubrany w czarny garnitur idealnie odpowiadający jego posępnej aurze...
          Był 31 października, ludzie biegali od sklepu do sklepu w poszukiwaniu ostatnich dekoracji na Halloween, a ja siedziałem na przemoczonym kartonie pod zabitą deskami witryną dawnego KFC i gapiłem się tępo w kałużę...
          Jane siedziała nago w wypłowiałym zielonym fotelu, paliła cienkiego mentola i spoglądała przez otwarte na oścież okno. Była to jedna z tych letnich nocy po upalnym dniu, gdy wiercisz się z boku na bok i nie możesz zasnąć, bo jest ci za gorąco...
         Pieprzyliśmy się od roku, gdy nagle coś między nami przygasło, jakby jedna ze stron straciła zainteresowanie...
       Joe zgasił wypastowanym butem papierosa na pękniętej płytce chodnikowej. Zwykle nie palił, jedynie okazyjnie, od czasu do czasu puszczał dymka, lecz dziś był kłębkiem nerwów, z którego plótł sweter zmartwień...
          Siedzieliśmy w kuchni i chlaliśmy wódę. Był moim szefem, ale w tym momencie to nie miało znaczenia. Poziomy naszych stanowisk wyrównały się, niczym w socjalistycznej utopii...
          Byliśmy już mocno wstawieni, gdy usiedliśmy naprzeciwko siebie, w jednej z uroczych kawiarenek sprzedających kawę z kwaśnym mlekiem oraz zwietrzałe pączki...
        Stary szewc Zygmunt Szpilard siedział w swoim warsztacie przy ulicy Stawowej i w skupieniu przybijał podeszwę do buta. Stukot wbijanego gwoździa niósł się po niewielkim pomieszczeniu...
          Miałem przesrane. Tyle wiedziałem. Stukałem w klawiaturę swojego zakurzonego laptopa, starając się napisać pierwszy rozdział książki, lecz jedyne co mi wychodziło, to bezbożny bełkot złożony z pojedynczych, niepasujących do siebie liter, które za cholerę nie chciały ułożyć się w słowa, a co dopiero w zdania...

W fabryce, gdzie pracowałem, położyłem metalową nogę od stołu na półce w inną stroną niż kładą wszyscy i wybuchła afera. Pierwszy zauważył to kierownik Marcin.

***
Wiersze

Nie jestem sam.
Siedzi ze mną Pan Daniels, a Pan Thompson...

Mierz w bogów
A staniesz się wielkim...

Dla nas pracowników magazynów
Czas stoi w miejscu...

Dominanta domowego ogniska
rzuciła blask na domatorów...

To takie polskie:
wkurwiać się na innych...

Nie czytałem Mickiewicza,
zwyczajnie mnie nudził...

W fabryce krzeseł
pracuję już rok...

Jesteś dźwiękiem i ciszą
Skomplikowanym diapazonem...

Zęby stracił
zjadając śniadanie...

 Wszyscy mamy plastik w płucach,
w żyłach i w sercach...

Porozmawiajmy o słabościach.
Nic tak w końcu...

O poranku granatowym,
gdy ulice rozświetlane...

Ryk samolotowych silników
rozdzierających powietrze...

O poranku witają mnie
żelazne bramy budynku z cegieł...

Z wyrytą datą urodzenia. Twojego. Na kiczowatym łańcuszku z srebrnymi
kulkami zakupionym na Woodstocku... 

Milczące bloki
jak zmarszczki na czole...

początki TUTAJ zawsze bywają najtrudniejsze,
a pierwsza praca najpaskudniejsza...

PLENER. BIAŁE KLIFY – WIECZÓR

 PLAN OGÓLNY – stoję na krawędzi klifu,

bramy angielskiej ziemi i spoglądam w dół